W szklarni wszystko porobione, a pogoda taka, że na powietrzu raczej nic nie da się robić. Deszcz wisi w powietrzu, ale to i dobrze. Przydał by się i to bardzo.
Dziś tylko pochodziłam po ogrodzie, pogrzebałam w poszukiwaniu oznak życia kilku roślin i zrobiłam kilka zdjęć, choć tak naprawdę bardzo mało mam tych obiektów do fotografowania.
Moje ukochane niebieskie przylaszczki, które rozsiały się po ogrodzie w kilku miejscach, już kończą kwitnienie. Zanim znikną do przyszłego roku, zrobiłam im jeszcze zdjęcia.
Za to jedyna kępka różowych dopiero zaczyna kwitnienie i widzę, że od zeszłego roku ładnie przyrosła
Pierwsze kwiaty pokazują także pierwiosnki
Bardzo ładnie na rabacie prezentuje się obecnie wielosił błękitny ;)
Od kilku dni z niecierpliwością wypatrywałam niektórych roślin. Dziś delikatnie za nimi pogrzebałam i okazało się, że kolejny raz wcięło mi pierwiosnki ząbkowane. Tak bardzo chciałam je mieć, próbowałam kilka razy i nigdy po zimie nie odbiły.
Bezskutecznie również zakończyło się poszukiwanie cieszynianki. Miałam ją 2 lata. W ubiegłym roku była już spora i ładnie kwitła i ... przepadła. Zastanawiam się, czy mogły ją zniszczyć nornice - w miejscu, gdzie rosła, było sporo dziur. Nie wiem, czy to możliwe, aby spróchniała bez śladu. Kolejne moje straty to serduszki - Dicentra cucullaria oraz Dicentra scandens. Żal, bo obie dosyć ciężko zdobyć.
Moja kalina bodnateńska Dawn miała ogromną ilość pąków. W styczniu brakowało kilku dni do zakwitnięcia. Przyszły silne mrozy i wszystko wymroziły.